Mam przekonanie, że przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, ale lęk. Nieotwieranie się, bo ktoś mnie może zranić. Niepytanie, bo może nie udźwignę odpowiedzialności za to, co usłyszę w odpowiedzi. Niewyciąganie ręki, bo co jeśli ktoś ją odtrąci. Niemówienie, bo mogą wyśmiać. Niedawanie, bo co jeśli ktoś to źle wykorzysta, a zresztą sama mam mało i może mi zabraknie. Zasklepianie się w sobie. Wybieranie prostej drogi.
Tak, czasem cię odtrącą. Tak, czasem cię zranią. Tak, czasem będziesz dla innych śmieszny. Tak, możesz nic nie dostać w zamian. Tak, czasem cię to zabije.
Może nasz krzyż polega na tym, że miłość się według ludzkich rachunków nie opłaca?
Pociechą jest myśl, że Bóg zawsze idzie tam, gdzie trzeba (nawet jeśli idzie nie po naszej myśli). Nie mów Bogu, co ma robić. Rób, co należy, idź, gdzie trzeba, będzie z Tobą.
XXII Niedziela Zwykła